Witajcie na The Coven, polskiej stronie o Anne Rice

Anne Rice jest amerykańską pisarką, która odświeżyła wizerunek wampira w literaturze, sprawiła, że znów stał się uwodzicielski i piękny, co w połączeniu z bogatym stylem literackim, sprawiło, że została okrzyknięta królową wampirów. Tworząc postać Lestata, stworzyła mit.
O Lestacie, Louisie i Claudii wiedzą chyba wszyscy miłośnicy powieści gotyckiej. Nieśmiertelne, piękne i potężne, wampirze dzieci, przemierzają świat i wieki, poznają epoki i mierzą się ze swoją wieczna egzystencją. Książki Anne Rice to piękna, filozoficzna i ujmująca podróż przez czas i miejsca, ukazująca wampiry w świetle, w jakim nigdy przedtem – ani potem – nie zostały ukazane. Poznaj niegrzecznego księcia, upadłego anioła, lalkę, malarza, królową upadłych i pięknego cherubina. Moja strona ma na celu zebranie informacji nie tylko o wampirach, ale także o innych książkach i postaciach Rice – jak wiedźmy Mayfair. Miłego buszowania w ryżu.

Jestem wampir Lestat, jeden jedyny w swoim rodzaju.”
- Lestat de Lioncourt
Pośrod malowideł i krwi

„Krew i złoto” to już ósma kronika wampirza – tym razem to Marius opowiada swą niebanalną historię, usuwając cienie zalegające nad rzymską częścią historii krwiopijczego rodzaju. Jest to powieść szczególnie cenna pod względem językowym (Rice naprawdę pokazuje tu cały swój literacki kunszt). Mierząc się z własną, odrobinę ubarwioną wersją historii świata, Anne prowadzi Mariusa przez Rzym, Konstantynopol i Wenecję, nie szczędząc opisów i klimatycznych zabiegów. W „Krwi i złocie” mamy do czynienia z postacią, która żyje tysiące lat – to doskonały pretekst, by pokazać i opisać historyczne epoki. Detale przemian od starożytności przez renesans do współczesności malują obrazy, których nie powstydziłby się sam Botticelli.

Pięknie też prezentuje się sztuka. Marius jest artystą i widzi obrazy przez pryzmat swego wampirzego – nadzmysłowego – postrzegania. Sztuka nabiera mistycznych barw i podczas lektury aż kusi, by czytać o niej, patrząc jednocześnie na rzeczywiste dzieła sztuki, wymienione w powieści. Autorka składa hołd renesansowi i samemu Botticellemu, opisując Odrodzenie jako inspirujący powrót do antycznych ideałów, które Rice wydaje się cenić bardziej niż późniejsze ludzkie dokonania w tym zakresie. Wraz z Mariusem możemy zachłysnąć się renesansem i tym, czego dokonano w tamtym okresie.

Atmosfera dekadencji, zarówno w upadającym Rzymie i rozkwitającej Wenecji naprawdę działa na wyobraźnię. Jest w niej przewrotna nuta, która sprawia, że tęsknimy za rzymskim otwartym domem Mariusa, czy spływającym złotem Bizancjum.

Marius to złożona i skomplikowana postać, która przenosi się ze starożytnego Rzymu do renesansowej Wenecji, traci ukochanego, zyskuje nową miłość, żyje nieśmiertelnym życiem i przeżywa objawienia. W pewnym sensie, lepiej się o nim czyta niż o Louisie czy Lestacie – spektrum oddziaływań Mariusa i jego światowość pozwalają na odkrycie jeszcze większej liczby tajemnic i sekretów.

Nie można jednak nie wspomnieć o pewnej wtórności wątków. Mimo, że Rice zabiera się za sporo wydarzeń, których nigdy jeszcze nie opisała (mogły być najwyżej wspomniane pośród kart poprzednich kronik), stali czytelnicy i fani autorki z pewnością poznali już wątek wenecki od strony „Wampira Armanda”. Jest to niestety powtórka z tego, czym uraczył nas młody uczeń Mariusa, tylko przedstawiona od strony mentora. Jest to pewien zgrzyt w tej interesującej, bądź co bądź, kronice.

Fanom Anne nie trzeba tej kroniki polecać. Być może ci, którzy czytali już „Wampira Armanda” będą mniej zaciekawieni, niż ci, którzy mają jeszcze tę książkę przed sobą. W zasadzie, jest to książka piękna, ale specyficzna w swoim patosie, tak więc lepiej najpierw zacząć od pierwszych kronik, by stopniowo wdrażać się w styl literacki autorki. Jest to jednak powieść na tyle oryginalna i intrygująca, że nawet początkujący mogą znaleźć w niej coś dla siebie – nawet jeśli ich droga będzie usłana cierniami, roże złagodzą ból.



Trochę Wywiadu

Zaczęłam uzupełniać dział o najnowszym serialu na motywach „Wywiadu z wampirem”. Oprócz tego dodane: książka „Sługa Kości” i Azriel w dziale „Inne postacie”.



Lestat, a jakby nie Lestat

Stało się. Nie podobała mi się książka Anne Rice. A kiedy mówię, że mi się nie podobała, była to najgorsza książka, jaką kiedykolwiek czytałam. Słowa nie oddadzą przerażenia, które czułam, zdając sobie sprawę, jak Ania sponiewierała Lestata. Dosłownie zrobiła mu krzywdę, dając mu nową osobowość, która nijak do niego nie pasuje, a nawet obrażą jego „ja” z poprzednich Kronik.

Anne Rice jest moją ulubioną pisarką, za której książkami do piekła bym poszła. Jej wampiry, piękne stworzenia, które bardzo często sięgały spraw uniwersalnych i otoczonych tajemnicą, od dawna inspirowały mnie, sprawiały, że wampir pisałam z dużej litery (metaforycznie). Jej książki były po prostu tak dobre.

Więc co poszło nie tak?

Po pierwsze, Anne prawdopodobnie nie czuła już swoich wampirów, kiedy je pisała. To nie są wampiry z Kronik, które znam i kocham, to kalka tych wampirów, marna kopia oryginału. Nigdy nie czytałem tylu niekonstruktywnych lamentów i pseudofilozoficznych, ubranych w nową mowę wynurzeń. I chociaż wampiry z Wywiadu i innych Kronik płakały i zawodziły, robiły to ze smakiem. To już nie był krzyk w niebiosa, to był płacz u dentysty.

Po drugie… jakim językiem napisana jest ta księga! Ania zasłynęła pięknym, bogatym, barokowym stylem. Tutaj wampiry myślą i mówią językiem młodzieżowym – do bólu. Lestat, który otaczał się sztuką, który doświadczył Bożego objawienia… teraz wysławia się z grubsza jak uczeń szkoły średniej. A to właśnie styl Ani zawsze przyciągał do niej fanów, jej piękny, kunsztowny, przypominający gotycką katedrę styl.

Po trzecie, w książce tak naprawdę brakuje fabuły. Pomieszanie wątków wampirycznych i czarownic Mayfair okazało się totalną klapą. I tak jak w Merrick wyglądało to schludnie i z klasą, tak tutaj jest napisane bez żadnego pomysłu. „Krwawy Kantyk” nic nie wnosi do wampirzej serii, poza wątpliwym rozwinięciem przedstawionych postaci – a raczej ich de-ewolucję w mówiące „hej, szefie” potworki.

Jak dobrze, że Anne nie wspomniała ani słowa o Louisie, Armandzie czy Mariusie. Jedynie nieodżałowany Lestat dostał cięgi i gdyby był – jak w przypadku naprawdę wielu osób – moją ulubioną postacią, pozostałoby tylko… w zasadzie nic, gdyż książka wydana, sprzedana i kupiona. Wylany tusz, złamane pióro.

Tak więc wszystkim fanom Ani odradzam. Nie czytajcie. Nie czytajcie na miłość Memnocha, a tym bardziej nie kupujcie. Naprawdę warto od razu sięgnąć po „Księcia Lestata”, który może wykwitem nie jest, ale jest o niebo lepszy niż nieszczęsny „Krwawy Kantyk”…



Trochę wampirów i grafik

Hej, nieśmiertelni.
Dodałam Davida i Daniela do listy wampirów oraz parę avatarów z Akashą do grafik.
Pracuję właśnie nad recenzjami książek.



Kronika lestatocentryczna

Lestat jest postacią, która obrosła wśród fanów wampirów wszelakich do rangi legendy. Nic dziwnego, można powiedzieć. Jest uwodzicielski, piękny, tajemniczy – niesforny łobuz w nieśmiertelnym ciele, który łaknie doznań i podziwu. Ale jest także arogancki, lekkomyślny i próżny. Czy kochamy go za wady równie mocno jak i za zalety? W każdym bądź razie, jakkolwiek by się przedstawiała sprawa, „Opowieść o złodzieju ciał” jest książką lestatocentryczną, nawet bardziej niż… tak, nawet „Wampir Lestat”. Ale po kolei, zaraz wyjaśnię co mam na myśli (zwłaszcza, że może się wydawać że plotę duby smalone, bo „Wampir Lestat” to Lestat w pigułce).

Powieść, która w głównej mierze opiewa próby naszego księcia mroku, by stać się na powrót człowiekiem, ma zupełnie inna formę, niż wcześniejsze książki Rice. Tak jak dwie poprzedniczki są kwieciście napisanymi książkami z nutką przygody, otwartymi na wielki niebezpieczny świat, tak „Opowieść…” to hermetyczne studium duszy Lestata. Lestat nie wie, czego chce. Lestat jest zagubiony nawet bardziej niż w pierwszych dniach przemiany. Próbuje nawet popełnić słoneczne seppuku (choć tak naprawdę sadzę, że to również przekora z jego strony – musiał wiedzieć, że krew Akashy płynąca w jego żyłach zapobiegnie zwęgleniu). Przekora, która prowadzi go dalej niż sam by tak naprawdę chciał. To tak, jakby Lestat, przeżywszy setki lat, nagle dostał kryzysu wieku średniego. On tak naprawdę nie chce na powrót stać się człowiekiem. On chce znów kusić licho, chce rzucić wyzwanie: „Oto ja! Patrzcie cóż ja takiego wyczyniam!”

W zasadzie Louis, który zna Lestata najlepiej i najdłużej, widzi jego podrygi z właściwej strony i żartem próbuje go przekonać, że to bezsens. Ale powiedź Lestatowi, że coś, co ON robi nie ma sensu – zrobi to tym bardziej.

Książka jest wypełniona duszą Lestata po brzegi, duszą, która najpierw krzyczy o uwagę, potem o ratunek. On, który pokonał śmierć, zakosztował krwi matki swego rodzaju, nagle staje się na powrót człowiekiem. Nie jest absolutnie na to przygotowany. Trochę tak, jakby doskonały żart, który spreparował swoim przyjaciołom, odwrócił się przeciwko niemu. Bo nawet ktoś, kto śmieje się wszystkiemu w twarz, musi zauważyć, że o wiele lepiej być potężnym wampirzym bogiem, niż zwykłym śmiertelnikiem. Jednak najbardziej boli, że został wystrychnięty na dudka, a winnymi są jego własna buta i jego wysokie mniemanie o swoim intelekcie i potędze.

„Opowieść o złodzieju ciał” to także jedna z książek Rice, która wydaje się w pewnym stopniu składać z małych „triggerów” – pewna część książki powinna mieć hasztag #noncon. Fakt, w jaki sposób Lestat potraktował Davida Talbota także się po ten hasztag zalicza. Ja osobiście się trochę na Lestacie zawiodłam – sam został w ten sam sposób potraktowany przez Magnusa, setki lat temu – i jakby o tym zapomniał.

I tak, wolę Louisa w tej części wampirzych kronik. Louis, słabszy od Lestata o całe eony świetlne, ale ma o wiele więcej zdrowego rozsądku (być może właśnie dlatego – ponoć potęga dodaje skrzydeł, a na nich bardzo blisko do słońca – spójrzcie na Ikara).

A na koniec louisowa perełka:

„Lestacie, nie możesz stać się człowiekiem, po prostu przejmując ludzkie ciało! Nie byłeś człowiekiem, kiedy byłeś żywy! Urodziłeś się potworem i dobrze o tym wiesz. Jak, do diabła, możesz się tak łudzić”.

Gdyby tylko Lestat posłuchał… ale wtedy nie byłoby książki, która pomimo moich utyskiwań na księcia łobuzów, należy do moich ulubionych od Ani Ryż. Bo czy dobra postać nie powinna wywoływać silnych emocji? Lestat podnosi w każdym bądź razie ciśnienie jak mało kto.



Wampirze pozdrowienia

Witaj na stronie o Anne Rice! Strona powoli odżywa po dłuższej przerwie.
Dopisałam Claudię, Louisa, Maela i Magnusa oraz popełniłam recenzję „Opowieści o złodzieju ciał”. Niedługo nowe grafiki.